Reklama

Wyruszamy poza miasto. Mijamy przedmieścia, oznaki cywilizacji stają się coraz to rzadsze. Gdzieś w tle maluje się ranczo, które najprawdopodobniej ciągnie się jeszcze przez wiele mil. Kontynuujemy naszą podróż wgłąb kraju i po jakimś czasie docieramy tam. Do miejsca, które (gdyby nie drogi) śmiało mogłoby uchodzić za tereny dotąd niezbadane przez człowieka. Trafiliśmy na australijski outback, czyli pustynne przestrzenie, najprawdopodobniej gdzieś w środkowej Australii.


Zajmujące kilkanaście milionów hektarów, uchodzące za jeden z najsłabiej zaludnionych na świecie obszarów. Znane dzięki pustyniom i nieznośnemu wręcz upałowi, jednak na tak wielkim terytorium zaobserwować można kilka różnych mikroklimatów.

Przez outback jechać można przez cały dzień i nie doświadczyć śladów obecności drugiego człowieka ani nawet innej żywej istoty. Nawet czerwone kangury i psy dingo szukają schronienia przed palącym słońcem australijskiej ziemi.

australijski outbackJednak nie warto dać się zwieść temu, co widać na pierwszy rzut oka. Outback nie jest wymarły. Wciąż można trafić tutaj na farmerów uprawiających bydło czy owce. Wprawdzie rdzenni Australijczycy zamieszkiwali te tereny przez 50 000 lat i chociażby to może być wystarczający powodem, aby wybrać się w podróż wgłąb lądu i sprawdzić, w jakich warunkach radzili sobie Aborygeni zanim biali koloniści przybyli na te ziemie.

Reklama Booking.com

A skoro mowa już o powodach, dla których warto zapuścić się w outback i jego okolice. Nie można wszak zapomnieć o Eyre Highway, czyli liczącej 1000 mil autostradzie ciągnącej się od Adelajdy po samo Perth. Sama droga jest dla Australii takim samym symbolem jak Route 66 dla USA. Nie tylko dlatego, że potrafi ona prowadzić kierowcę prosto przez dziesiątki kilometrów, ale także dzięki temu, że podczas podróży można zaobserwować wszystko to, co w Down Under jest najlepsze. Z dala od zgiełku miast doświadczy się obecności najprawdziwszej lokalnej flory i fauny, niezależnie czy mowa tu o kangurach, wielbłądach czy po prostu bezkresnym widoku drzew mijanych na kilkusetkilometrowych odcinkach.

Wypad w outback to wspaniała przygoda, nie ulega to najmniejszej wątpliwości. Prawda jest jednak taka, że to także ogromne zagrożenie i nie należy spontanicznie podchodzić do organizacji tego typu wyprawy. O ile podróż w sam środek niczego może pobudzać wyobraźnię, tak warto pamiętać, że kiedy jesteśmy na środku pustyni, a następny człowiek znajduje się w odległości kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu mil, to nawet zwykła usterka samochodu czy niedoszacowanie zapasów wody może stać się poważnym problemem. Szczególnie, kiedy nie wiemy, gdzie znajduje się najbliższa ludzka osada lub gdzie szukać pomocy.

Niezależnie jednak od tego, australijski outback to miejsce, które powinien odwiedzić chociaż raz w życiu każdy szanujący się podróżnik.

Reklama Booking.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Podaj nazwę użytkownika