Reklama

 

Konflikt pomiędzy Polonią zamieszkującą Sydney a zarządem działającego od lat Ashfield Polish Club zaostrza się. 19 marca przed siedzibą klubu odbył się protest osób niezadowolonych z poczynań prezesa Ryszarda Borysiewicza, które umożliwić mogą sprzedaż nieruchomości, w której obecnie działa Polish Club. Protestujący domagali się rezygnacji zarządu oraz – zdaniem mediów – jeśli sytuacja będzie tego wymagała, zaprowadzą sprawę przed wokandę.

Głównym argumentem niezadowolonych członków klubu jest fakt, że nie mieli wpływu na proces decyzyjny sprzyjający podjęciu decyzji odnośnie zmiany statusu Ashfield Polish Club. Kluczowa zmiana z „core” na „non-core” może w teorii dawać zarządowi większą swobodę na zarządzanie nieruchomościami należącymi do klubu, w tym także na ewentualną sprzedaż.

Ashfield Polish Club
panoramio.com

Jak udało się ustalić dziennikarce SBS, która w dniu protestu towarzyszyła zebranym przed gmachem klubu, zarząd poddał pod głosowanie zmianę statusu, nie pozwalając przedstawicielom lokalnej społeczności na zabranie głosu. Wejścia do budynku chroniło dwóch ochroniarzy i trzech funkcjonariuszy policji, którzy skutecznie uniemożliwiali protestującym przeszkodzenie w kontrowersyjnym głosowaniu.

Przedstawiciel Ashfield Polish Club w komunikacie wystosowanym do mediów stwierdził, że do ochrony zaangażowano dodatkowe siły ze względów bezpieczeństwa. Zdaniem władz klubu obecność policji była konieczna m.in dlatego, że swoje przybycie na głosowanie 19 marca zapowiedzieli byli członkowie Polish Club, którzy zostali z niego wydaleni i potencjalnie agresywne jednostki, które w mediach społecznościowych zapowiadały „powstanie”.

Przeciwnicy zmiany statusu polskiej organizacji nie zgadzają się z taką argumentacją twierdząc, że nawet pełnoprawni członkowie nie byli wpuszczani na niedzielne obrady, pomimo wylegitymowania się przed ochroną ważnym identyfikatorem członkowskim oraz dokumentem tożsamości.

Obecnie nieznane są dalsze plany dotyczące nieruchomości należących do klubu, które zdaniem jego prezesa mogą być warte nawet 30 milionów dolarów. Lokalna Polonia obawia się jednak, że w wyniku niedzielnego głosowania, polski klub działający od ponad 50 lat może już wkrótce przestać istnieć.

[fot. by www.sbs.com.au]

2 KOMENTARZE

    • Nie wiadomo tego. To, że mają taką możliwość, to nie znaczy, że wszystko od razu wyprzedadzą. Łatwo rzucać oskarżeniami, trudniej później przeprosić.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Podaj nazwę użytkownika