Reklama

Pomimo tego, że Australia jest 6. największym krajem świata, warto pamiętać, że na każdy kilometr kwadratowy przypadają tu zaledwie 3 osoby, co łącznie daje nam liczbę 24 051 400 mieszkańców zamieszkujących najmniejszy kontynent świata. Dla porównania w Polsce współczynnik ten wynosi 123 osoby na kilometr kwadratowy, a w Singapurze jest to prawie 7800 mieszkańców na każdy kilometr kwadratowy powierzchni kraju. 

Niewiele osób wie jednak, że Australijczycy nie osiedlają się tak, jakbyśmy mogli przypuszczać – aż 85% ludności mieszka bowiem w odległości do 50 kilometrów od oceanu. Jakby tego było mało, w 5 największych miejskich aglomeracjach (Sydney, Melbourne, Brisbane, Perth i Adelaide) skupione jest blisko 60% całkowitej liczby mieszkańców kraju.

Fot. By Reddit

Powyższa mapa ukazuje Australię podzieloną na pięć części. Co sprawia, że podział ten jest zdumiewający to fakt, że każdy sektor zamieszkuje równa liczba osób. Fragment pomalowany na kolor żółty, który uwzględnia stany Western Australia, Northern Territory, Queensland oraz South Australia zajmuje terytorialnie największą część kontynentu, jednak mieszka tam tyle samo ludzi, ile w czerwonym fragmencie wokół Melbourne czy mniejszym, zielonym punkcie, który znajduje się w okolicach Sydney.

Tworzenie tego typu skupisk w największych miastach, zamiast tworzenia większych ludzkich osiedli równomiernie w różnych częściach kraju, rodzi szereg problemów, które są szczególnie dotkliwe dla mieszkańców. Jednym z najistotniejszych jest dynamiczny wzrost cen nieruchomości.

Przeczytaj też: „Imigranci winni bańce nieruchomości” – twierdzi rząd

Jednak nawet w pięciu największych miastach, które składają się na miejsce zamieszkania dla 60% Australijczyków widać sporą różnicę. Najgęściej zaludnione Sydney jest domem dla 4 526 479 osób, jednak w piątym z kolei największym mieście w kraju mieszka już o 4 razy mniej ludzi.

W samym tylko Melbourne i Sydney mieszka aż 37% wszystkich ludzi zamieszkujących Australię

Takie nietypowe zagęszczenie ludności, gdzie większość kontynentu jest określana mianem prowincji lub nawet pustkowi, a większe skupiska ludności tworzą się w okolicach wybrzeża nie bierze się znikąd. Urbaniści i eksperci od zagospodarowania przestrzennego tłumaczą, że chociaż nie raz próbowano wykorzystać ogromne przestrzenie, które znajdują się wgłębi kraju, tak po prostu nie opłaca się tworzyć miast w miejscach, gdzie ludzie po prostu nie chcą żyć.

Jednym z głównych powodów, dla których ludzie osiedlali się w odległych i nieprzyjaznych rejonach kraju były surowce. Ludzie byli skłonni zamieszkać na prowincji czy w miejscu gdzie upał jest nie do zniesienia, a wilgotność jest niesamowicie niska przede wszystkim ze względów finansowych. Jeśli zatem pojawiła się możliwość pracy w kopalniach, zawsze znalazło się grono śmiałków, którzy decydowali się tam zamieszkać, jednak ludzie z natury preferują sprzyjające warunki.

Specjaliści są jednak zgodni w tym, że taki stan rzeczy nie będzie utrzymywał się wiecznie. Australijczycy z czasem będą zmuszeni do osiedlania się w obecnie praktycznie niezamieszkałych rejonach kraju. Powód jest prozaiczny. Szacuje się, że do 2030 roku Australię zamieszkiwało będzie 28 czy nawet 30 milionów osób. 5 największych miast, chociaż obecnie jest domem dla większości lokalnej populacji, nie będzie w stanie rozrastać się w nieskończoność, a wtedy jedynym rozwiązaniem będzie budowanie ludzkich osiedli tam, gdzie dzisiaj wybieramy się co najwyżej na wycieczki krajoznawcze. Chociaż nie wydarzy się to z dnia na dzień, ani nawet w przeciągu kilku najbliższych lat, trzeba pogodzić się z faktem, że – prędzej czy później – to się wydarzy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Podaj nazwę użytkownika