Reklama

Czy urząd może odmówić wizy w oparciu o naszą działalność na Facebooku? Wśród użytkowników najpopularniejszego portalu społecznościowego zdania na ten temat są podzielone. Liczne grupy dyskusyjne dla Polaków w Australii są często miejscem, gdzie padają pytania o firmy, w jakich warto szukać pracy przebywając w kraju na wizie turystycznej lub jak uniknąć obowiązku płacenia podatku dochodowego. Czy uczestnikom takich rozmów grozi odmowa wstępu do kraju lub cofnięcie pozwolenia na pobyt?

Prawda jest taka, że nasza działalność w internecie może być powodem do odmówienia nam przyznania wizy do Australii, bo urzędnicy migracyjni oraz funkcjonariusze Australian Border Force pilnie śledzą to, co dzieje się na Facebooku oraz w innych zakątkach sieci. A pobieżne weryfikowanie profili w mediach społecznościowych osób aplikujących o prawo pobytu na Antypodach stało się już raczej powszechną praktyką aniżeli teorią spiskową.

Już w październiku 2015 roku urzędnicy Prokuratury Generalnej potwierdzili, że planowany wówczas system mający przeciwdziałać terroryzmowi może pobierać publicznie dostępne dane z internetu, w tym zdjęcia i posty z Facebooka, aby stworzyć ogólny profil osoby przebywającej w Australii. Wówczas wśród komentatorów podniosły się zarzuty o naruszenie prywatności obywateli, turystów i rezydentów, jednak przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości wyjaśnił, że algorytm działałby na zasadzie agregacji publicznie dostępnych informacji, które użytkownicy świadomie zamieściliby w internecie.

Przykładem wykorzystywania informacji, które znajdują się na naszym profilach w mediach społecznościowych może być sprawa 36-letniego Azjaty, który w październiku 2013 roku przybył do Australii dzięki wizie dla uchodźców. Głównym powodem, dla którego ta została mu udzielona było podanie urzędnikom informacji o tym, że ze względu na konwersję z islamu na chrześcijaństwo, w jego ojczyźnie groziło mu niebezpieczeństwo – donosi w swoim artykule SBS. Już w 2014 roku tę wizę państwo chciało mu odebrać ze względu na to, że na Facebooku wciąż widniała informacja o tym, jakoby posiadacz pozwolenia na pobyt wciąż był wyznawcą islamu. Sąd ostatecznie przychylił się do racji urzędników i azjatycki uchodźca musiał pożegnać się ze swoją wizą.

Tylko pomiędzy lipcem 2016 a kwietniem 2017 roku anulowano ważność 47 000 wiz ze względu na liczne naruszenia postanowień prawa migracyjnego. W tym także za mowę nienawiści oraz nękanie ludzi w internecie.

To znaczy, że kandydaci na posiadaczy australijskiej wizy są uważnie prześwietlani przez urzędników, do których należy ostatnie słowo. Sam 2017 rok był rekordowy, jeśli chodzi o nakłady wydane na pracę służb granicznych. Na ten cel przeznaczono bowiem 4 miliardy dolarów. W tej kwocie znajduje się pula środków na funkcjonowanie komórek analizujących aktywność aplikantów w sieci oraz rozwój algorytmów, które wyłapują słowa kluczowe mogące budzić, w ocenie urzędników, wątpliwości.

Niezależnie czy nasze komunikaty pisane są po angielsku, czy po polsku – istnieje szansa, że jeśli staramy się o prawo do pobytu w Australii, coś co umieściliśmy w sieci może mieć wpływ na to czy decyzja będzie dla nas przychylna, czy też wręcz przeciwnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Podaj nazwę użytkownika