Reklama

W świetle ostatnich doniesień medialnych dotyczących zagrażającego australijskim miastom przeludnienia, wielu ludzi zadaje sobie pytanie, dlaczego rząd nie postanowi lepiej zagospodarować centralnej części Australii i rozbudować istniejących tam miast lub nawet zbudować od podstaw kompletnie nowych.

Okazuje się, że znalezienie odpowiedzi na to pytanie jest znacznie trudniejsze niż mogłoby się wydawać, a wielu ekspertów w przeszłości czyniło już przymiarki do wykorzystania ogromnych wolnych przestrzeni znajdujących się wgłąb lądu. Do tej pory jednak żaden z planów zbudowania większego miasta, zdolnego pomieścić co najmniej kilkaset tysięcy ludzi, nie okazał się być możliwy. Dlaczego?

Zbudowanie ośrodka miejskiego pośrodku niczego, wzorem Amerykanów, którzy zrobili podobnie z Las Vegas lub Chińczyków, którzy zdążyli w ciągu ostatnich dekad zbudować niezamieszkałe dotąd miasta-widmo, w australijskich realiach nie jest wcale takie proste.

Przede wszystkim ze względu na dostęp do wody. To, że znaczna część populacji najmniejszego kontynentu mieszka w odległości kilkudziesięciu mil od oceanu nie jest dziełem przypadku. W dawnych czasach miało to ogromne znaczenie infrastrukturalne, ponieważ ułatwiało transport morski i umożliwiało zaopatrywanie ludzkich osiedli w towary. Kiedy nie trzeba żywności i innych dóbr przeładowywać i wywozić setki mil dalej, znacznie skraca się czas całego procesu dystrybucyjnego, a to obniża końcową cenę towaru. Nawet dzisiaj, ze znacznie bardziej zaawansowaną technologią niż za czasów pierwszych kolonizatorów, sieci drogowe i kolejowe prowadzące do centralnych części Australii nie są na tyle wydajne, by zaopatrzyć potencjalne setki tysięcy nowych mieszkańców Australii środkowej w produkty pierwszej potrzeby w opłacalny sposób.

Reklama Booking.com

Drugim, nie mniej istotnym powodem, jest fakt, że ocean jest praktycznie nieskończonym źródłem wody. Wystarczy ją przefiltrować i dostarczyć do domów. W przypadku outbacku, rzeki i jeziora tam występujące nie zawsze są w stanie zaspokoić nawet bieżące potrzeby żyjących tam ludzi, a co dopiero mówić o tysiącach nowych rezydentów. Stworzenie tam odpowiedniej infrastruktury wodociągowej wymagałoby poniesienia ogromnych kosztów i zbudowania sieci kanalizacyjnej liczącej setki kilometrów. Takie rozwiązanie po prostu kosztowałoby za dużo

Nawet jednak, gdyby zignorować powyższe przeciwności, to dla mieszkańców nowego miasta w centralnej części Australii powstaje nowy problem – praca. A raczej jej brak.

Z nieistniejącym przemysłem, glebą niesprzyjającą uprawie, z rozwijającą się dopiero infrastrukturą drogową, internetową czy kolejową, ludzie nie widzieliby powodów, dla których mieliby się przeprowadzać do miasta na pustkowiu.

Chociaż temat wykorzystania ogromnych przestrzeni w głębi kraju powraca regularnie, eksperci przekonują, że przy obecnej technologii, chociaż jest to możliwe, to taki projekt byłby skrajnie nieopłacalny. A nawet, gdyby zainwestować miliardy dolarów na zbudowanie miasta, to problem ściągnięcia tam rezydentów, pozostałby nierozwiązany.

 

Reklama Booking.com

1 KOMENTARZ

  1. Miasta takie istnieja – chociazby Canberra, Alice Springs, Dubbo itd. Transport wody – rurociag taki jakim sie przesyla np. rope z syberii. Groszowe sprawy. A praca? – to samo co w Melbourne czy Sydney – przekladanie papierow na biurku – w koncu ilu ludzi pracuje w produkcji – przy dzisiejszej technologoo znikomy procent.
    Pozdrawiam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Podaj nazwę użytkownika